czwartek, 25 sierpnia 2016

Recenzja. Amy Harmon „Prawo Mojżesza”

Amy Harmon „Prawo Mojżesza”


            W końcu znalazłam książkę, do której będę mogła w wolniejszych chwilach, gdy nie będę miała nic nowego pod ręką, wrócić. Jest nią „Prawo Mojżesza”.


            Najpierw zaciekawił mnie tytuł. Później wcale nie było gorzej, a nie zawsze się to zdarza.

Na szczęście nie jest ona powtarzaniem dobrze znanej historii, choć pewne nawiązania do biblijnej postaci u tytułowego bohatera są np. został pozostawiony przez swoją matkę. Przedstawiona w pozycji historia różni się od tej znanej chyba każdemu a przynajmniej większości ludzi na świecie i bardzo dobrze.

            Nie będę tu się rozpisywać nad tym co można znaleźć „w środku” publikacji. Jak opiszę zbyt dużo, to czytelnik może stracić całą frajdę z książki, a nie o to tu chodzi.

            Czy mi się spodobała? Jak najbardziej. W końcu znalazłam coś dla siebie. Mniemam więc, że może się spodobać również innym osobom podejmującym się jej lektury. Czyta się ją bezproblemowo i przyjemnie. Jest napisana przystępnie dla czytelnika.

            Co do informacji, że „Prawo Mojżesza” nie kończy się „happy endem”… no cóż, może zakończenie nie jest cukierkowe i nie wszyscy, którzy byśmy chcieli żyją, ale myślę, że jednak w jakimś stopniu zakończenie jest szczęśliwe. Może nie jest takie ładne, piękne itp. jakby mogło być, ale mnie osobiście odpowiada. I szczęście w nim również jest.

            Reasumując pozycja przypadła mi do gustu. Są tu różne wzloty i upadki, bohaterowie przeżywają różne sytuacje, niektóre z nich są naprawdę trudne. I być może nie wszyscy żyją tu przez cały czas będąc zdrowymi i szczęśliwymi, ale nie jest też pełna przesadnego czarnowidztwa czy tylko i wyłącznie jakichś dramatów bez dobrych elementów. Jest tu zarazem miejsce na miłość, życie jak i na dramat, cierpienie i śmierć. Jak również jest trochę tajemniczości :).
Dziękuję wszystkim dzięki, którym mogłam przeczytać tę książkę zaczynając od samej autorki a kończąc między innymi na osobie, która ją tłumaczyła, czy tym wszystkim, którzy przyczynili się do jej polskiego wydania.

Pozdrawiam,
Airi


P.S. dla mnie to był strzał w dziesiątkę w moje gusta ;P Gdybym miała ją ocenić w skali „szkolnej” dałabym jej 5 bez zastanowienia. 6 zostawiam na coś co by mnie „zwaliło z nóg” ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz