piątek, 28 grudnia 2012

Recenzja. Cynthia Worby "Joga.Równowaga ciała, umysłu i duszy"


Namaste,
„Joga Równowaga ciała, umysłu i duszy. Połącz się ze swoim „ja”” to pozycja niezmiernie ciekawa. Nie należy do najcięższych ze swymi około 350 stronami, jednak znaleźć w niej możemy nie tylko pisany tekst, swoją drogą – dość duża czcionka, ale także rysunki, na których możemy zobaczyć prezentacje różnych pozycji.

niedziela, 23 grudnia 2012

Życzenia :)

Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego co najlepsze. Oby ten czas przyniósł Wam wytchnienie, dużo powodów do radości i śmiechu i aby uśmiech jak najczęściej gościł na Waszych twarzach :)


Airi

źródło obrazka: http://anime-wallpapers.com/unlisted/haruhi-christmas-time.html

niedziela, 16 grudnia 2012

Recenzja.Katarzyna Ostrowska „Sny – klucz do podświadomości”


W moje ręce dzięki współpracy Ezoforum ze Studiem Astropsychologii trafiła książka Katarzyny Ostrowskiej „Sny – klucz do podświadomości”.

Gdy wzięłam tę książkę do ręki pomyślałam, że będzie to kolejny sennik (większa część książki to ‘przykładowe znaczenia snów’, około 360 stron) i że podtytuł: Sennik współczesny, bardziej odzwierciedla treść książki. Na szczęście czytając część nazwaną Wprowadzenie moje obawy troszeczkę się rozwiały, choć pozycja ta nie ‘odkrywa Ameryki’, można uznać ją jednak za ciekawą, szczególnie dla tych z czytelników, którzy dopiero zaczynają swoją pracę ze snami. I te ok. 34 strony wprowadzenia mogą stać się ciekawym drogowskazem, jak w ogóle wziąć się za interpretację snów.
We wprowadzeniu autorka między innymi próbuje przekonać czytelnika, że warto zainteresować się snami a także przedstawia pewne podstawowe informacje, jak chociażby Funkcje snów czy ich rodzaje. Nie pozostawia też bez opracowania tematu podświadomości, do którego podchodzi
z ‘różnych stron’, wskazuje chociażby na jej rolę w życiu i rozwoju człowieka. Wspomina również
o takich zagadnieniach jak chociażby: medytacja, wizualizacja a także nawiązuje do tematu czakr (również przy „tłumaczeniu” niektórych symboli sennych w drugiej części książki).
Możemy znaleźć również wspomnienie poglądów na temat snów chociażby Fruda, Adlera i Junga. Za pewien ‘smaczek’ uznać można odniesienie do sztuki (surrealizm) i wypowiedzi Salvadora Dali dotyczącego snów, a także cytaty z „Rozmowy z Bogiem” Walscha.
Co do dłuższej części książki, czyli znaczeń snów, mamy tu niemalże typowy sennik, na szczęście wskazane jest, że są to tylko przykładowe znaczenia i że dużo zależy od kontekstu oraz od tzw. ‘kodów’ osoby śniącej. Ciekawostką mogą być wpisane pod niektórymi hasłami przykładowe sny z ich interpretacją, a umileniem dla oka występujące gdzieniegdzie ilustracje. Symbole zazwyczaj są tutaj dość obszernie przedstawione (a nie tylko chociażby zdanie bądź dwa, co zdarza się w niektórych ‘sennikach’, choć i tutaj zdarzają się tak opisane symbole, ale to sporadycznie).
Pozycję czyta się dość szybko i przyjemnie. A używany język jest zrozumiały i przystępny dla czytelnika. Gdy autorka wspomina jakieś pojęcie, stara się je krótko opisać/scharakteryzować, aby czytelnik orientował się choć trochę w temacie.
Reasumując, czas przeznaczony na przeczytanie tej pozycji nie uznaję za stracony, ponadto mogłabym polecić ją dla osób ‘raczkujących’, jeśli chodzi o interpretacje snów, albo dla tych, którzy nie są pewni, czy sny w ogóle mają jakikolwiek sens. Dla reszty? Czemu nie, ale to już chyba bardziej dla własnej ‘rozrywki’, albo przypomnienia sobie pewnych podstawowych informacji bądź porównania własnych spostrzeżeń, chociażby co do jakiś elementów czy symboli sennych.

Recenzję tę znaleźć też można ->http://www.ezoforum.pl/recenzje/51148-studio-astropsychologii-sny-klucz-do-podswiadomosci.html , tam właśnie została wstawiona pierwotnie.

Pozdrawiam
Airi :]

piątek, 14 grudnia 2012

Recenzja."Dziennik diety. Szczuplej dzień po dniu"


"Dziennik diety. Szczuplej dzień po dniu" Barbara Dąbrowska – Górska, Magdalena Jarzynka, Ewa Sypnik – Pogorzelska.

Czekając aż ta pozycja „dojdzie” do mnie myślałam, że będzie to kolejna bardziej lub mniej monotonna pozycja dotycząca diet, odchudzania i tematów pochodnych. Gdy jednak otworzyłam paczkę i zaczęłam wertować strony książki zostałam pozytywnie zaskoczona. Jest kolorowa, z ilustracjami, nie przypomina typowej książki - bardziej kalendarz, notatnik… czy właśnie - jak bardzo słusznie sugeruje tytuł - dziennik.
Pozycja we wstępie zawiera podstawowe informacje, które później mogą przydać się w prowadzeniu dziennika, posiada także pewien instruktaż do niego. Na końcu zaś znaleźć możemy dodatki typu: karta postępu czy wykresy dotyczące np. masy ciała. Pewnymi ciekawostkami pozycji mogą być zawarte w niej przepisy, ciekawe cytaty tygodnia czy ciekawostki mówiące o tym, co czym możemy zastąpić np.; „sałatkę jarzynową z majonezem zamień na sałatkę grecką z sosem winegret”.
Minusem publikacji może być trochę ukradkiem wplątana „reklama” pewnego produktu. Negatywnym aspektem może być także niepewność czy na pewno sposób zaprezentowany w książce pomoże. Wydaje się, że warto go wypróbować, a notowanie, co się zjadło i o której godzinie, może pomóc lepiej przyjrzeć się własnym nawykom żywieniowym.
Pozycja przyciąga kolorami, choć niektórym może to nie przypaść do gustu. Jest poręczna i ma ciekawą kompozycję.

Powodzenia :)

środa, 28 listopada 2012

Recenzja. Doreen Virtue - "Uzdrawianie duszy i ciała. Schudnij z Doreen"


"Uzdrawianie duszy i ciała. Schudnij z Doreen." - Doreen Virtue

Pozycja zaciekawia nie tylko swoim tytułem, ale również okładką, która jest w przyjemnej kolorystyce.

Na swych około 230 stronach (nie licząc bibliografii, za której istnienie trzeba pochwalić, spisu treści itp.) ukazuje co może być powodem problemów z nadwagą, a także stara się podać sposoby, metody jak sobie z taki problemami radzić.
Jest to pozycja, którą chwilami aż chce się czytać i trudno się od niej oderwać by za moment chęci te odleciały zupełnie. Bywają fragmenty, z którymi trudno się nie zgodzić, by w innym miejscu zaskoczyć, czymś z czym zgodzić się jest właśnie trudno. Niektóre sposoby wyjścia z problemów czy sam opis problemów może przydać się nie tylko ludziom z nadwagą, ale także tym, którzy dostrzegają w swym życiu jakieś inne problemy (w końcu w dzisiejszych czasach trudno odciąć się od niemiłych czy stresowych sytuacji, czy od ludzi, którzy nie jeden raz mają na nas destrukcyjny wpływ).
Plusem pozycji może być chociażby odwoływanie się do licznych przykładów z życia i to nie tylko ‘pacjentek’ Pani Doreen, ale niejednokrotnie nawiązuje do różnych sytuacji ze swego własnego życiorysu. Minusem zaś co ‘kawałek’ wspominanie co znajdzie się w dalszej części książki, co nie tylko może wybić z rytmu, no ale ileż można czytać, że w tej książce znajdzie się to i to, po chwili mamy znów ładnie tekst, po czym znów wspomnienie co będzie jeszcze w książce. Czymś co może też na samym początku trochę demotywować czytelnika od lektury jest odwoływanie się do innej książki autorki, wprawdzie ma tematykę związaną z tą pozycją, ale zbyt czeste wspominanie o innej pozycji może wywołać uczucie ‘wpychania’ jej na siłę.

Reasumując książka ta może być ciekawą lekturą nawet dla osób nie mających problemów z nadwagą. Może chwilami irytować, może chwilami wywoływać u nas myśli ‘no tak, to możliwe’, albo ‘oooo o tym nie pomyślałam/łem”. Język jest przystępny, nie ma jakiś określeń niezrozumiałych, czcionka też przyjazna oczom (nie za mała). Jeśli więc ktoś szuka czegoś na temat uzdrowienia swej duszy a razem z tym i swego ciała może znaleźć w tej pozycji coś co będzie dla niego pomocą, wskazówką. Jeśli więc np. próbowałaś/próbowałeś różnych ‘diet cudów’ i nic z tego nie wyszło to może warto spojrzeć na to z trochę innej perspektywy. Może nie należy tej pozycji uważać za swego rodzaju ‘biblię’ i wszystkiego przyjmować bezkrytycznie, ale jest szansa znalezienia w niej czegoś dla siebie.



Życzę miłej lektury :)



Recenzję tą możecie również przeczytać tu -> http://ezotop.pl/thread-5659.html, gdzie pierwotnie została zamieszczona. A miałam możliwość jej napisania dzięki współpracy tamtejszego forum z wydawnictwem ILLUMINATIO.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Recenzja - Marek Wałkuski – „Wałkowanie Ameryki”


„Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego jest pozycją ciekawą. Zawiera w sobie informacje oparte na doświadczeniu i obserwacji autora jako korespondenta Polskiego Radia w Waszyngtonie.
                Tytuł i przednia część okładki dobrze ze sobą współgrają i korespondują (możemy tu zobaczyć wałek do ciasta i amerykańską flagę, co nietuzinkowo razem wygląda.
                Pozycja jest wciągająca, da się ją czytać i to ze zrozumieniem po całym męczącym dniu, jako relaks, czas tylko dla siebie. Pewnym utrudnieniem w odbiorze mogą być jedynie zwroty angielskojęzyczne, dla osób tego języka nie znających. Zdziwić początkowo też może niestandardowa czcionka, do której jednak po chwili można się przyzwyczaić.
                Dzięki tej pozycji możemy poznać USA trochę od innej strony niż ta pokazywana w programach informacyjnych czy serialach. Mimo wszystko jest tu duża baza subiektywnego spojrzenia, bo być może i sam autor inaczej by patrzył na ten kraj, gdyby jednak zamieszkał przy Columbia Pike. Autor odwołuje się jednak również do twierdzeń innych ludzi (nie tylko do własnych doświadczeń), którzy pisali o tymże państwie i jego mieszkańcach, a także do danych statystycznych.
                Pozycja ta może się przydać dla tych, którzy chcieliby poznać lepiej ten zróżnicowany kraj, przygotowują się do podróży do niego, albo może przygotowują prezentację na pedagogikę porównawczą (mogą tu znaleźć kilka ciekawych informacji o szkołach w USA na podstawie doświadczeń autora i jego syna), choć ilość informacji nie jest byt duża.
                Pozycja zawiera również bibliografię, co oczywiście jest jej atutem i wskazuje, że choć w pewnej części oparta o własne przeżycia i doświadczenia, odnosi się również do poglądów i informacji spostrzeżonych i opisanych przez inne jednostki.

Życzę przyjemnej lektury w te coraz dłuższe wieczory J

wtorek, 20 listopada 2012

Recenzja. Ewgienij Kolesow - Księga przepowiedni, czyli 1001 sposobów wróżenia


Dzięki współpracy Ezoforum i Wydawnictwa ARS SCRIPTI – 2 otrzymałam do recenzji „Księgę przepowiedni, czyli 1001 sposobów wróżenia”, której autorem jest Ewgienij Kolesow.

Bardzo dobrze to co zawiera książka opisuje wypowiedź A.P. Załęskiego umieszczona na tylnej okładce książki, a mianowicie:
Sprawny i precyzyjny opis poszczególnych metod wróżebnych, omówienie ich w kontekście historycznym i kulturowym, a także liczne uwagi praktyczne powoduje, iż książkę Kolesowa czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem od początku do końca.”

Zacznijmy może od okładki, która mnie osobiście bardzo przypadła do gustu. Zarazem jej kolorystyka, jak i to co możemy na niej zauważyć. Są tam i świece i karty, kości i księga i jeszcze parę rzeczy, które łączą się z tematyką tejże pozycji. W tle zaś jak dobrze spostrzegłam jest mapa nieba. Oddziaływuje więc na wyobraźnie i z jeszcze większą ciekawością zagląda się do środka.

A samą pozycję czyta się przyjemnie i bez większych trudności, z niektórymi systemami już tylko po tejże lekturze można by zacząć pracować. Dzięki krótkim opisom, tłumaczeniu niektórych symboli, czy przykładowym opisie kart można wybrać dla siebie coś co bardziej danej jednostce odpowiada. Szczerze mówiąc nie liczyłam, czy faktycznie jest tych wymienionych sposobów wróżenia 1001, ale trochę ich jest. Niektóre bardziej znane, inne mniej. I tak między innymi możemy tu znaleźć informacje o:
- runach
- sposobie wróżenia Marii Lenormand i kartach, które swą nazwę wzięły od jej nazwiska
- geomancji
- wróżeniu z fusów herbaty i kawy
- a także choćby o wróżeniu za pomocą kości.
W rozdziale  14. zaś pokrótce są wspomniane także inne sposoby wróżenia, ale już mniej obszernie, np. belomancja, bibliomacja, czy demonomacja. Do książki załączone też są dwie wkładki, dzięki, którym też można wróżyć (choć na początku nie miałam pojęcia co to w ogóle jest i do czego ^^). Jedna z wkładek związana jest z rozdziałem 4. Czterdzieści symboli, a druga z rozdziałem 9. Tajemnica kapłana Tachanora (i choć na początku autor wypisuje tu rys historyczny, na koniec tego rozdziału pisze, że takiego kapłana nie było, a historia została wymyślona).
Osobiście bardzo żałowałam, że ilustracje, różne karty są czarno – białe, dużo przyjemniej i chyba czytelniej byłoby, gdyby były kolorowe. No ale cóż i tak bardzo dobrze, że w ogóle były. I tak można zobaczyć chociażby karty tarok – a.
Niestety chwilami miałam przesyt reklamy. Na samym końcu mamy specjale stronice z tym jak możemy zamawiać książki w tymże wydawnictwie, spis książek Pani Chrzanowskiej, które możemy zamówić, kartka na zamówienie (nie wiem jak to określić, tytuł jej to zamówienie), później jeszcze zapowiedzi i informacje o wczasach z Alicją. A części przypisów dolnych, o których wskazują gwiazdki informowała jeszcze dodatkowo, ot na przykład na stronie 15: „W języku polskim ukazały się dwie interesujące pozycje zawiązane z tym zagadnieniem autorstwa A.A. Chrzanowskiej – „Rytuały ochronne”, „Zdejmowanie klątw i uroków” dostępne w sprzedaży wysyłkowej. Szczególne informacje na końcu książki.” Jak dla mnie to trochę tego za dużo, choć wiadomo, że niektóre informacje, czy ogólnie jakie książki jeszcze oferuje wydawnictwo mogą być przydatne, ale co za dużo to nie zdrowo. Na szczęście później, w dalszej części książki jest o tyle lepiej, że te ‘gwiazdki’ są mniej nachalne i odwołują się też m.in. do pozycji wydawanych przez Studio Astopsychologii.
Będąc na stronie 29 zauważyłam przypis, patrzę na tę stronę i patrzę i do czego tak gwiazdka??... i tu masz odpowiedź… bo to przypis do tekstu znajdującego się na stronie 30 :lol: niby nie wiele, ale na chwilę od czytania odrywa. I jeszcze jedna ciekawostka, na początku mamy Przedmowę Autora, występuje tam narracja pierwszoosobowa, słowa autora więc są typu ‘piszę’, aż tu nagle: „autor tej książki, wróżbita z wieloletnim stażem, nieraz odpowiadał na pytania…” poczym na końcu jest podpis autora. I jeszcze jedna mała usterka, która wprawiła mnie w zadumę, a mianowicie, dotyczy to rozdziału dotyczącego run. Na runach się nie znam, więc z ciekawością czytałam i aż tu nagle musiałam się zatrzymać… dlaczego? Na str. 29 u góry znajduje się tabela run, najpierw mamy w prostokąciku jak wygląda runa a tuż pod nią jaka jej odpowiada literka alfabetu, pod tą ‘tabelką’ mamy w takiej samej kolejności poszczególne runy… i tak jest aż do odpowiednika I, gdy nagle to co w tabelce nie odpowiada tejże treści, a zamiast tego jest znak runy, który odpowiada EI, później w ‘odpowiednim’ miejscu, gdzie powinien być odpowiednik EI też jest ten sam ‘znak’, jednak już z innym znaczeniem. Zaczęłam się zastanawiać więc jak to powinno być, jak pisałam na runach się nie znam, na szczęście następny rozdział jest o Magii Run i już wszystko jasne… wcześniej po prostu był błąd w druku.

Układ książki jest następujący: Przedmowa, Rozdziały, Aneks. Symbolika. Aneks rzeczywiście jest aneksem i zajmuje jakieś około 16 stron, więc rzeczywiście jest tylko dodatkiem, a nie przeważającą częścią książki, choć o różnych symbolach można już było przeczytać w różnych rozdziałach tejże książki. W sumie w tymże aneksie raczej są już symbole, które już przewijały się przez książkę, ale miło mieć wszystko w jednym miejscu.

Reasumując, książka mi się spodobała. Zawierała wiele ciekawych informacji, dowiedziałam się trochę ciekawych rzeczy. Jak najbardziej nadaje się dla kogoś kto dopiero szuka systemu do wróżenia, który najbardziej by mu przypadł ‘do gustu’, znajdzie też kilka przykładowych rozkładów do niektórych z nich. Ciekawą lekturą może być też dla kogoś, kto już ‘siedzi’ we wróżeniu nie tylko jako rozrywka, może pomoże mu się otworzyć także na inne systemy. Choć jako rozrywka pewnie też książka ta się nadaje… gdyż niektóre systemy są dość mało spotykane i można się roześmiać jak na przykład alektiomacja (alektyon – kogut) czy geloskopia ( gelo – śmiać się) albo aksinomacja (axine – topór). Uważam, że warto ją przeczytać, każdy może znaleźć w niej coś co mu się spodoba, coś co mu podpasuje i może coś z czego się zaśmieje, że tak też można.
Zasługuje na 5 bądź 4 z plusem, jak najbardziej.
Pozdrawiam


Recenzję tę znaleźć też można -> http://www.ezoforum.pl/recenzje/59014-ars-scripti-2-ksiega-przepowiedni-czyli-1001-sposobow-wrozenia.html , tam właśnie została wstawiona pierwotnie.
I oczywiście jest ona mojego autorstwa ;)

czwartek, 15 listopada 2012

Recenzja "Talent nie istnieje" Artur Król


Artur Król, psycholog i trener (trochę informacji o nim można znaleźć w rozdziale „O autorze”) tym razem stworzył pozycję dotyczącą dość drażliwego tematu, a mianowicie talentu. W dużej części książki twierdzi on, że talentu nie ma, to tylko mit, we fragmencie dopuszcza jednak możliwość, iż jednym łatwiej zacząć się czegoś uczyć niż komuś drugiemu.
                 Plusem publikacji jest zamieszczona bibliografia, a także to, że autor stara się potwierdzić swą teorię o tym, że talent to tylko mit, tezami innych postaci, o których przede wszystkim mówi
w rozdziale „Zanim zaczniemy. Nauka, która stoi za magią”. Mimo wszystko przez dużą część książki wydawało mi się, że ona bardziej jest o tym, jak dojść do „mistrzostwa” niż o samym talencie. Kluczowe wydaje się zdanie:
„fakt, że jeśli rozpatrujemy sprawę talentu na poziomie kompetencji eksperckich, to talent czy predyspozycje nie istnieją (…)”.
Z tego punktu widzenia inaczej temat talentu może wyglądać, gdy coś dopiero rozpoczynamy, a inaczej, gdy chcemy zostać ekspertem czy mistrzem.
                Przydatną częścią książki są tzw. „celowe ćwiczenia”, a informacja o 10 000 godzin ciekawa (należy tyle godzin wypracować, aby zostać ekspertem). Sama teoria na temat tego, że w celu stania się mistrzem w jakieś dziedzinie trzeba ciężko trenować i to niekoniecznie rzeczy stricte wydawałoby się związane z daną dziedziną, przypomniały mi sceny z filmy „Karate Kid” (którego reżyserem był John G. Avildsen), gdzie zanim młodzieniec uczył się ogólnie o tym, czym jest karate, czekały na jego drodze takie ćwiczenia jak (o ile dobrze pamiętam) malowanie płotu, polerowanie i woskowanie samochodu itp.
                W pewien sposób można uznać, że autor trochę uparł się na swoją tezę, że talentu nie ma, choć właściwie bardziej ukazał, że jeśli chce się być mistrzem, to należy ćwiczyć i ważne jest podejście samej jednostki  oraz jej otoczenia do tematu ciągłego doskonalenia.
                Nie ze wszystkim, co jest zawarte w tej pozycji się zgadzam. Wiele rzeczy wręcz mi nie „pasowało”, „nie leżało”. Nie uważam jednak czasu poświęconego na lekturę za zmarnowany. Zdobyłam kilka nowych informacji, przedstawione ćwiczenia wydają się przydatne i pożyteczne. Sam język był prosty w odbiorze i nie sprawiający trudności. Tylko skąd ten słoń
z parasolką na okładce? ;)

Pozdrawiam Airi :)

Recenzja. "Opowieści zmieniacza" - Artur Król



                Zmieniacz, changemaker wydaje się być kimś w rodzaju agenta od zadań specjalnych, może nie będzie to agent 00x, a książka „Opowieści zmieniacza” nie zalicza się do serii szpiegowskich, ale można ją zaliczyć do interesujących.

Powitanie

Witajcie :)

Jak na razie i tak pewnie nikt tego nie czyta, ale pomyślałam, że wypadałoby się przywitać. To moja pierwsza przygoda z tego typu blogiem więc wybaczcie mi wszelkie niedociągnięcia ;)

Pozdrawiam :>