czwartek, 27 lipca 2017

Recenzja. K. Bromberg „Down Shift. Bez hamulców”

K. Bromberg „Down Shift. Bez hamulców”

 Znalezione obrazy dla zapytania K. Bromberg „Down Shift. Bez hamulców”
            Nie jest to pierwsza książka napisana przez K. Bromberg więc pewnie autorka ma już swoich wiernych czytelników, którzy wiedzą czego mogą się po autorce spodziewać. Książka nie odstaje od normy, którą prezentują inne znane mi publikacje tej twórczyni.

           
            „Down Shift” jest jedną z części serii „Driven”. Wspominałam już o tej serii na blogu przy okazji recenzji innych wytworów K. Bromberg. Polskie wydanie książki pochodzi z 2017 roku, oryginału zaś z 2016 roku.

            Tym razem głównymi bohaterami są Zander i Getty, którzy spotykają się w dość… no cóż, niespodziewanie (jak to bywa w literaturze), ale nie będę zdradzać szczegółów. To coś dla zainteresowanych, nie ma co psuć ciekawostek i tego co akurat może zaciekawić. Dla ciekawskich podpowiem, że na pewno jest to w początkowej części książki ;) W każdym razie ich przeszłość powoduje (zarówno głównej postaci męskiej jak i damskiej), że „Bez hamulców” może być ciekawą lekturą pod różnymi względami. To dzięki temu może stać się dla czytelnika tak wciągająca i pouczająca ta opowieść (pomimo gatunku).

            Dla tych, którym spodoba się pozycja podpowiem, że Grupa Wydawnicza Helion wydała dotychczas również kilka innych publikacji autorstwa K. Bromberg z serii „Driven”, więc te osoby będą mogły zostać dłużej w świecie tworzonym przez tę pisarkę.

            Książka nadaje się nie tylko na upalne lato czy takie, które „wymusza” pozostanie w domu a także inne pory roku, gdy tęsknimy za gorącymi romansami czy postaciami mającymi „wyrzeźbione mięśnie brzucha, tors w kształcie litery V”.

            Jeśli ktoś nigdy nie miał do czynienia z żadną książką K. Bromberg to ostrzegam tu nie ma tylko „miłości” polegającej na górnolotnych słowach i robieniu maślanych oczu… dzieje się tu więcej i  mamy tu sporo nagości. Książka jest napisana przejrzyście, stosunkowo szybko się ją czyta (co do tego mam tylko jeden zarzut, do którego przejdę za chwilę), może też „wciągnąć”. Trzeba więc na nią uważać, szczególnie z zaglądaniem do niej „tylko na chwilę”, bo ta przysłowiowa chwila może się wydłużyć i to znacznie.
            Jeśli dla kogoś ważna jest ilość stron tekstu to jest ich tu około 420…. a wraz z tytułowymi stronicami itp. jest ich 431.

            Przejdźmy teraz do moich „zarzutów”… a dokładniej rzecz ujmując do wulgaryzmów. Jeśli ktoś nie lubi ich czytać to niestety spotka tu go niemiła niespodzianka. Wielka szkoda, ale są tu używane i to nie raz czy dwa. Pozostaje więc albo przymknąć na to oko, albo zrezygnować z lektury. Osobiście nie przepadam za nimi, ale jeśli były użyte tylko kilka razy może by mnie to tak nie raziło… niestety dla mnie ich było za dużo. Autorka widocznie miała jakiś powód ich użycia, zastanawiałam się nad tym i  mam swoje teorie jakie one mogły być, ale postanowiłam Was nimi nie zamęczać bo przecież to tylko moje przypuszczenia niekoniecznie pokrywałyby się z prawdą… tak czy inaczej… one są i już… więc albo się zgadzamy z ich użyciem w książce (tzn. one nam nie przeszkadzają, są to są) albo przymykamy na nie oko albo też za pozycję się po prostu się nie zabieramy.

            Reasumując „Down Shift” spośród innych publikacji autorki nie stanie się moją ulubioną, choć ma swoje walory. Nie powaliła mnie na kolana, choć przyjemnie nawet się ją czytało jako coś innego niż zwykle oraz traktując ją jako przerwę od codzienności. Tak więc czas poświęcony na tę książkę nie uważam za stracony, w końcu może się spodobać.

Dla tych, którzy nadal nie są pewni czy to książka dla nich mogą zajrzeć np. tutaj ->http://sensus.pl/ksiazki/down-shift-bez-hamulcow-seria-driven-k-bromberg,downsh.htm, tam można przeczytać fragment i w ten sposób zdecydować czy to książka dla nas czy jednak nie.

Pozdrawiam,
Airi


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz